Tajlandia: Bangkok – miasto, gdzie mieszka zreinkarnowany bóg

Autor: w Podróżnicze ciekawostki, Tajlandia

Tajlandia: Bangkok – miasto, gdzie mieszka zreinkarnowany bóg

Bangkok jest miastem o przypuszczalnie najdłuższej nazwie na świecie, w tłumaczeniu oznaczającej: Miasto aniołów, wielkie miasto, wieczny klejnot, niezdobywalne miasto boga Indry, wspaniała stolica świata wspomaganego przez dziewięć pięknych skarbów, miasto szczęśliwe, obfitujące w ogromny Pałac Królewski, który przypomina niebiańskie miejsce gdzie rządzi zreinkarnowany bóg, to miasto dane przez Indrę, zbudowane przez Wisznu.
Nazwa jest może nieco pretensjonalna ale miasto również jest całkiem imponujące, więc można uznać, że do siebie pasują.

Rozrywka w Bangkoku

W Bangkoku można znaleźć absolutnie wszystko: małe, wąziutkie, typowo azjatyckie uliczki, kanały obstawione domkami na palach, nowoczesne dzielnice z fantastycznymi centrami handlowymi tuż pod którymi rozstawiono malutkie straganiki z asortymentem, który zaspokoi najwymyślniejsze potrzeby. Kupić można wszystko, od ubrań i biżuterii przez jedzenie, dowolny dokument typu dyplom amerykańskiej uczelni, paszport czy prawo jazdy, aż po „new teen porno”, sztuczną waginę, viagrę i valium leżące na półce koło siebie.
Są restauracje włoskie, amerykańskie, wegetariańska kuchnia indyjska i sushi tuż obok których stoją luksusowe kluby karaoke, na których napisy są wyłącznie po japońsku, i kłębią się japońscy biznesmeni „w delegacji”, w otoczeniu młodziutkich Tajek.

Do klubów zapraszają słynni ladyboysi – często nawet Tajowie nie są w stanie odróżnić, czy to mężczyzna czy kobieta, więc można mieć niespodziankę w łóżku. Ponoć się zdarza.

Jest cała dzielnica adresowana dla backpackersów, wypełniona młodzieżą i hippisami z całego świata, oferująca alkohol na kubełki (tajska specjalność), gdzie funkcjonują nie tylko restauracje, ale i biura podróży pod gołym niebem, a po bokach chodnika rozstawione są fotele do masażu i akwaria z fish-spa.

Masaż jest wszechobecny, nie tylko w wydaniu dla turystów – wieczorami na chodnikach w mniej popularnych częściach miasta wyrastają maty lub kocyki, pełniące funkcję „salonów masażu”, na których można się położyć i zostać wymasowanym – Tajowie korzystają z tego dość chętnie patrząc, ile jest takich miejsc i jaki jest w nich ruch.

W innej części miasta jest dzielnica chińska z restauracjami oferującymi płetwy rekinów, której ulice również, jak w prawie całym Bangkoku, wieczorem są zastawione stoiskami i knajpkami.

Religia i szacunek dla Króla

W centrum Bangkoku są całe dzielnice sklepów z dewocjonaliami, oferujące postacie buddów dowolnej wielkości oraz naturalnie wyglądające „modele” mnichów. Świątyń buddyjskich jest niesamowite bogactwo – jest ich chyba więcej, niż u nas kościołów.

Wszechobecne są portrety króla Ramy IX, w różnych konfiguracjach – samemu, z szablą, z małżonką itp.
Król ma 89 lat, ale zdjęcia pokazują go w wieku od lat około 10 do około 70, późniejszych chyba nie ma. Rodzina królewska jest ponoć bardzo poważana, nastolatki chodzą w koszulkach z napisem „kochamy króla”, a w warsztatach samochodowych zamiast kalendarzy Playboy’a wiszą kalenarze z rodziną królewską.
Kilkumetrowe portrety władcy w złotych ramach zdobią przed każdą szkołę, budynek publiczny, a nawet skrzyżowania. Jakby tego było mało, wiele prywatnych firm zawiesza portrety przed swoimi siedzibami.

Jak się poruszać w Bangkoku

Komunikacja miejska podziemna (metro), nadziemna (skytrain) oraz nawodna (promy pełniące funkcję tramwajów) działa fenomenalnie, natomiast komunikacja naziemna nie działa w ogóle.
Przez miasto biegną pięciopasmowe drogi, zakorkowane nawet w weekendy oraz późnymi wieczorami. Próby dojechania gdziekolwiek samochodem lub autobusem są wspaniałym treningiem cierpliowść.
Rozwiązaniem są taksówki – motory, cieszące się dużą popularnością. Nic dziwnego – jest to jedyny naziemny środek transportu, jaki ma szansę w miarę szybko dojechać do celu.

Uliczne jedzenie

Jedzenie na przenośnych straganach jest genialne, można się tylko toczyć od jednej budki do drugiej, i za każdym razem próbować czegoś innego. W dodatku, o ile w dobrych restauracjach ceny nie odbiegają mocno od naszych, a w centrach handlowych są głównie sklepy, o jakich nawet Polak z ponadprzeciętnymi dochodami może pomarzyć, to na ulicy jest śmiesznie tanio, niezależnie od tego, czy się kupuje owoce, mrożoną kawę, grillowanego kurczaka, krewetki, czy koszulę od Armaniego, bokserki od Calvina Kleina lub Rolexa.

Bangkok zaprasza – to jedno z tych azjatyckich miast, które raczej nie przestraszą zachodniego turysty, a wręcz przeciwnie – zachęcą do powrotu tutaj.

Interesujące? Podziel się!