O indyjskiej higienie i fizjologii

Autor: w Podróże Martyny - Indie, W podróży

O indyjskiej higienie i fizjologii

24.01.12
Ze względu na (bardzo subtelne) różnice kulturowe, temat zasugerowany w tytule mógłby objętościowo dorównać Mahabhracie (epos indyjski 10 razy dłuższy niż razem wzięte Iliada i Odyseja), ale postaram się go ograniczyć do rzeczy najciekawszych. Kolejność przypadkowa.

  • Menstruacja (prawda, że fascynujący temat?) – nieczysta. Wspominałam, że w moim domu gospodyni nie ma wstępu do kuchni podczas trzech pierwszych dni miesiączki. Otóż my też zostałyśmy poproszone, żeby w czasie naszej miesiączki też nie wchodzić do kuchni, tylko prosić o to, co się chce. Najwyraźniej w opinii Hindusów białe kobiety mają okres 31 dni w miesiącu, ponieważ profilaktycznie nawet wody na kawę nie mogę sobie zrobić sama, tylko jest ona mi podana.
    Nie, żebym narzekała 🙂
  • Plucie w komplecie z charkaniem – wszechobecne, głośne i bardzo, hmm mięsiste(?), treściwe (?) nie umiem znaleźć dobrego słowa. W każdym razie plucie na ulicy, czy otworzenie okna samochodu lub innego pojazdu i siarczyste splunięcie na ulicę, to standard. Plują kobiety i mężczyźni – akurat w tej kwestii panuje równouprawnienie. A jako że Hindusi żują namiętnie tytoń z przyprawami i dodatkami, który można kupić na straganikach co jakieś 50m, to myślę że kolor i konsystencję plwociny jest sobie łatwo wyobrazić. Ja niestety widziałam tego już za dużo.
    Na szczęście większość osób powstrzymuje się od plucia przynajmniej w pomieszczeniach.
  • Pierdzenie (tego się nie da nazwać ładniej, eufemizm typu „puszczanie bąków” nie oddaje istoty rzeczy). Również całkowicie naturalne. Mój gospodarz potrafi podczas przygotowanie posiłku przerwać na chwilę, pierdnąć, po czym mieszać zupę dalej. Nie sugeruję, że uważam, iż to ma jakikolwiek wpływ na zupę. Niemniej mimo moich prób zaakceptowania obcej kultury taką, jaka ona jest, akurat z tym mam ciągle problem. (Z paroma innymi rzeczami też). Wytłumaczenie tego, tak samo jak plucia i bekania, jest bardzo proste: Hindusi uważają, że szkodliwych substancji należy pozbyć się z organizmu, a nie je w sobie tłumić, bo jest to niezdrowe. Trudno odmówić im słuszności.
  • Siorbanie. Na szczęście je się cicho i kulturalnie. Osobnik mający biurko obok mojego w pracy doprowadza mnie co prawda do szału pijąc herbatę, ale inne objawy siorbania nie występują.
  • Gotowanie. Ostatnio dowiedziałam się, że nie powinnam, nawet gotując tylko dla siebie, po posmakowaniu potrawy włożyć łyżki z powrotem do garnka, tylko wziąć czystą. Podobnie wodę z butelki pije się wlewając ją do gardła z góry, tak, aby ustami nie dotykać szyjki.
  • Mycie rąk. Zawsze i wszędzie. Umywalki są wszechobecne, umywalni też jest sporo. Przystąpienie do posiłku bez umycia rąk jest niedopuszczalne. Nawet stragany z ulicznym jedzeniem oferują wodę do umycia rąk.
  • Papier toaletowy. W indyjskich domach, tak samo jak w arabskich, nie występuje. Używa się wody i lewej ręki, więc w każdej toalecie jest kran i wiaderko. Używanie papieru jest uważane za „rozmazywanie” a nie „mycie”.
  • Kremacja. Po śmierci ciało zostaje spalone na stosie na otwartym powietrzu. Powinno się w tym celu używać specjalnego drewna z Himalajów, dzięki któremu ponoć nie czuć zapachu palonego ciała (znajomi potwierdzili, że faktycznie tak jest). Prochy wrzuca się do Gangesu. Najlepiej jest dokonać kremacji w świętym mieście Varanasi, albo innym mieście nad Gangesem, więc jeśli kogoś stać, transportuje ciało bliskich nad Gangę i sprowadza drewno z Himalajów. Koszmarnie droga impreza.

    Są trzy grupy ludzi, którzy nie potrzebują oczyszczenia w ogniu, stanowiącego istotę kremacji. Dzieci do 16-go roku życia, kobiety w ciąży, które, ponieważ noszą w sobie niemowlę, same są dzięki temu nieskalane, oraz święci mędrcy. Nie wolno kremować trędowatych, bo trąd może się roznieść wraz z dymem.

    A skoro nie można kremować, co się robi??? Albo inaczej, skąd biorą się ciała pływające w Gandze?
    No właśnie.
    Biały całun, i do rzeki.
    Czytałam też, ale to informacja niezweryfikowana, że ponieważ nie wszystkich stać na potrzebną ilość drewna, to w świętej rzece pływają również nadpalone zwłoki. Wybieram się tam w lutym, ale mam nadzieję, że akurat tej informacji nie zweryfikuję 🙂

Na dziś wystarczy. Na zamówienie mogę sporządzić ciąg dalszy.

Mam nadzieję, że nie potraktujecie tego jako krytykę kultury indyjskiej, bo tak nie jest. Staram się to zrozumieć, a na pewno akceptuję. Chociaż z wieloma rzeczami nie jest łatwo!

Niniejszy post jest kolejnym z ponad dwudziestu artykułów, pisanych od grudnia 2011 do lipca 2012, w okresie kiedy mieszkałam w Indiach. Wierzę, że najlepiej poznaje się dany kraj i jego kulturę przez życie i pracę wśród jego mieszkańców, dlatego zdecydowałam się na kilkumiesięczną pracę w małej indyjskiej firmie i mieszkanie u indyjskiej rodziny. Blog, który wtedy prowadziłam pokazuje małą część moich doświadczeń, spisywanych, często bardzo nieskładnie, na bieżąco w Jaipurze. Z perspektywy czasu i dłuższych indyjskich doświadczeń spora część tego, co pisałam wcześniej, mnie śmieszy, ale postanowiłam zostawić zapiski w niezmienionej formie, bo jednak są bardzo autentycznym zapisem moich doświadczeń, przeżyć i wrażeń. Więcej postów o opisujących mój pobyt w Indiach

Interesujące? Podziel się!