Martynka vs. indyjscy chłopcy

Autor: w Podróże Martyny - Indie, W podróży

Martynka vs. indyjscy chłopcy

Wczoraj moja wiara w bezinteresowność Hindusów została nieco zachwiana, i do tej pory nie wiem, czy słusznie, czy kompletnie nie, ale w każdym razie mam wrażenie, że zachowałam się na poziomie 16-latki, bynajmniej nie odstając przy tym od lokalnych standardów.

Wracałam z pracy moją uliczką prowadzącą do domu, ciemną jak diabli (no bo kto by stawiał latarnie, jak prądu nie starcza nawet do domowego użytku), kiedy zagadnął mnie chłopak na motorze. Zaczęłam z nim rozmawiać jak zwykle rozmawiam tu z ludźmi na ulicy, tylko on koniec końców zamiast standardowo się pożegnać, stwierdził, że pracuje w tym samym rejonie co ja, czyli na drugim końcu miasta, i że jutro o 8 rano będzie czekał na mnie blisko mojego domu i zawiezie mnie do pracy. Dodam, że byłam tak skołowana, że jedyną odpowiedzią, jaka przyszła mi na myśl było niezbyt inteligentne „O.K”.

Później, przy okazji kolacji w lokalnej knajpce (5 zł za wielką porcję pysznego ale niestety wegetariańskiego jedzenia – jak w Polsce nie mam potrzeby jedzenia mięsa, tak tu, chyba dlatego, że jest ono zakazane w moim domu i dostępne tylko w niektórych restauracjach, zrobiłam się strasznie mięsożerna), oświadczyłam chłopakom, z którymi poszłam na jedzenie (ci dla odmiany nie byli spotkani na ulicy), że chyba mam problem, i co mam zrobić. Oczywiście zostałam wyśmiana za szczytową naiwność i dowiedziałam się, że mogłabym jednak nie rozmawiać z każdym, kto mnie zaczepia 😛 .
Z drugiej strony, skąd niby ja mam wiedzieć, jak radzić sobie z Hindusami? 🙂

W każdym razie stwierdziłam, że najwyżej powiem chłopakowi, że z nim nie pojadę, ale ponieważ rano jak się zbierałam zobaczyłam przez balkon, że czeka na skrzyżowaniu, to wybrałam metodę tchórzliwą i zdecydowałam, że poczekam aż sobie odjedzie. Nie wzięłam tylko pod uwagę uporu, tudzież cierpliwości, Hindusów, i czekałam dobre 45 minut, czując się coraz bardziej winna. W końcu koleżanka, stojąca na czatach na balkonie, oświadczyła, że droga jest czysta, więc ruszyłam na przystanek. Oczywiście chłopak – przemiły – dogonił mnie po drodze, i czułam się już jak skończona jędza, jak mu powiedziałam że jednak się z nim nie zabiorę, a jednym z argumentów było, że „mój chłopak nie chce, żebym jeździła z obcymi mężczyznami” – bo, jakby ktoś nie wiedział, na użytek Hindusów mam wirtualnego chłopaka w Polsce. Koleś był przemiły, więc czułam się coraz gorzej, bo nie był ani zły, ani niemiły ani nachalny, nic – zapytał tylko, jak zamierzam jechać, skoro tu nie ma bezpośredniego autobusu – więc jak wcześniej podejrzewałam, że nie mówi prawdy o miejscu swojej pracy, tak teraz stwierdziłam, że może jednak nie kłamał….

W ramach zemsty hinduskich niebios za moją podłość kierowca autobusu powiedział, że nie jedzie tam gdzie ja, chociaż wiedziałam że jedzie, tylko po prostu nie rozumie mojej wymowy (jak trudne może być wymówienie „choti chopar???). Wyskoczyłam z pojazdu prawie potykając się o krowę, która akurat zdecydowała się przejść przez ulicę (jedna z przyczyn korków), ale okazało się to nie takie złe, bo spotkałam znajomych którzy pili herbatę ze straganiku przy przystanku, zaśmiewając się z mojej przygody z krową
Wypiłam słodką herbatę z przyprawami, podawaną w maleńkim papierowym kubeczku, i na indyjską modłę przepuściłam trzy autobusy, zanim w końcu zdecydowałam się pojechać do pracy. Czas nie jest tu czymś, czym ludzie by się szczególnie przejmowali!

Tyle o moich poczynaniach godnych 16-latki!

Podobnych przygód z Hindusami miałam i ja, i moje koleżanki jeszcze kilka. Hindusi strasznie mocno się angażują w relacje międzyludzkie, tu jest inne podejście do uczuć, także do przyjaźni, niż u nas – wszystko jest dzieje się szybciej i bardziej intensywne, a także trwa dłużej niż u nas. Do tej pory nie przestaje mnie to dziwić, czasem mi się to podoba, czasem mnie przeraża, ale nieodmiennie pozostaje zaskakujące. Moi koledzy dość mocno kilkakrotnie ostrzegali mnie przed rozmawianiem z ludźmi spotkanymi na ulicach, ale zawsze te rozmowy kontynuowałam i nigdy nie wyszło z nich nic złego – faktem jest że bardzo wielu Hindusów jest mocno uprzedzonych do swoich rodaków, co jest pozostałością po oficjalnie zniesionym systemie kastowym. Co do wspomnianego „kolegi”, jednak nie pracował tam gdzie ja, i raczej nie pracował nigdzie, biorąc pod uwagę, w jakich godzinach go potem widywałam w okolicy. Zresztą jeszcze kilkakrotnie próbował się ze mną umówić albo zawieźć mnie do pracy.
Niniejszy post jest kolejnym z ponad dwudziestu artykułów, pisanych od grudnia 2011 do lipca 2012, w okresie kiedy mieszkałam w Indiach. Wierzę, że najlepiej poznaje się dany kraj i jego kulturę przez życie i pracę wśród jego mieszkańców, dlatego zdecydowałam się na kilkumiesięczną pracę w małej indyjskiej firmie i mieszkanie u indyjskiej rodziny. Blog, który wtedy prowadziłam pokazuje małą część moich doświadczeń, spisywanych, często bardzo nieskładnie, na bieżąco w Jaipurze. Z perspektywy czasu i dłuższych indyjskich doświadczeń spora część tego, co pisałam wcześniej, mnie śmieszy, ale postanowiłam zostawić zapiski w niezmienionej formie, bo jednak są bardzo autentycznym zapisem moich doświadczeń, przeżyć i wrażeń. Więcej postów o opisujących mój pobyt w indiach

Interesujące? Podziel się!

  • tut

    nic zołzowatego w tym nie widzę 😛 rozmyśliłaś się i tyle
    16 latka by wsiadła na motor więc też nie to ;P