O indyjskich małżeństwach

Autor: w Podróże Martyny - Indie

O indyjskich małżeństwach

Indyjskie małżeństwa

W Indiach, gdzie religia ma decydujący wpływ na życie obywateli, również to, gdzie, kiedy i przede wszystkim z kim weźmie się ślub, jest sankcjonowane przez religię. Konkretniej przez system kastowy, który teoretycznie nie istnieje, praktycznie ma się bardzo dobrze. Relatywnie mało jest małżeństw z miłości, w dalszym ciągu dominują śluby aranżowane, nawet w miastach. Gazety są pełne ogłoszeń matrymonialnych, podzielonych na sekcje według klasy i kasty (dżati) „poszukującego”. Najwięcej do powiedzenia mają rodzice, młodzi teoretycznie mogą się nie zgodzić, ale zdarza się to rzadko.
Nie chcę oceniać tego systemu, jako dla osoby wychowanej w kulturze Zachodu jest on mało akceptowalny, ale wg Hindusów ma więcej zalet niż całe zamieszanie związane z zakochaniem i podejmowaniem decyzji pod wpływem emocji – mądrzejsi podejmą za ciebie lepszą decyzję, a miłość przyjdzie z czasem. Często tak się zdarza, niestety równie często kobieta, zmuszona do przeprowadzenia się do rodziny męża i w zasadzie pozbawiona wszelkich praw ma bardzo ciężkie życie.
Poniżej znajduje się fragment posta z bloga, którego prowadziłam będąc w Indiach w roku 2012.

8.02.12
Wczoraj wieczorem moja współlokatorka z Argentyny zaczęła wydawać z siebie pełne przerażenia okrzyki po hiszpańsku, a następnie zakomunikowała mi, że jej koleżanka z pracy się zaręczyła.
Nie żebym miała jakieś szczególne doświadczenie w kwestii zaręczyn, ale nie wydaje mi się to czymś szczególnie strasznym, więc poprosiłam o trochę bardziej szczegółowe informacje.

Otóż przyszła panna młoda, 22-letnia, jeszcze dwa tygodnie temu mówiła, że nie ma chłopaka, i nie zamierza za szybko brać ślubu, bo tego nie chce. Najwyraźniej rodzice mieli inne zdanie.

Niestety to tu wciąż częste. Przypuszczam, że na prowincji mało kto ma możliwość wyboru partnera, w miastach niby jest trochę lepiej, ale tylko trochę. Mężczyźni  biorą ślub ciut później, 25-27 lat to wciąż wiek akceptowalny, dziewczyny albo popracują dwa lata i ślub, albo skończą studia i ślub. Moi gospodarze właśnie szukają męża dla swojej córki, która niedługo skończy studia, więc uznali, że czas ją wydać za mąż. Teoretycznie będzie mogła się wypowiedzieć na temat wyboru rodziców, a nawet umawiać się z nim przez jakiś czas i dopiero potem podjąć decyzję wspólnie z potencjalnym mężem, ale jak ta teoria ma się do praktyki to nie wiem. Ostatnio koleżanka oglądała album ślubny siostry znajomego, i panna młoda na wielu zdjęciach płakała. Ponoć nie wyglądało to na łzy szczęścia.

Żeby nie było tak mało pozytywnie: małżeństwa z miłości ponoć też się zdarzają. Coraz częściej…

W ramach uzupełnienia: córka gospodarzy, o której pisałam wyżej, wyszła za mąż parę miesięcy później. Nie byłam na ślubie, bo do tego czasu opuściłam już Jaipur, ale byłam na imprezie zaręczynowej. Pan młody nie mógł przyjechać ze względu na pracę, przyjechali za to ojciec i wujowie. Dziewczyna pierwszy kontakt z narzeczonym miała na Facebook’u, a bezpośrednio poznała go dopiero przed ślubem. Można to różnie oceniać, ale wspomniana wyżej Argentynka, zagorzała przeciwniczka ślubów aranżowanych, po weselu powiedziała mi jedną rzecz: „wiesz co, znasz mój stosunek do takich małżeństw, ale muszę przyznać, że młoda para i ich rodziny wyglądali na niesamowicie szczęśliwych”. I pewnie byli, i może są nadal. Być może to, co przedstawiono w „Monsunowym weselu” w wielu przypadkach jest prawdą. I oby tak było…

Niniejszy post jest kolejnym z ponad dwudziestu artykułów, pisanych od grudnia 2011 do lipca 2012, w okresie kiedy mieszkałam w Indiach. Wierzę, że najlepiej poznaje się dany kraj i jego kulturę przez życie i pracę wśród jego mieszkańców, dlatego zdecydowałam się na kilkumiesięczną pracę w małej indyjskiej firmie i mieszkanie u indyjskiej rodziny. Blog, który wtedy prowadziłam pokazuje małą część moich doświadczeń, spisywanych, często bardzo nieskładnie, na bieżąco w Jaipurze. Z perspektywy czasu i dłuższych indyjskich doświadczeń spora część tego, co pisałam wcześniej, mnie śmieszy, ale postanowiłam zostawić zapiski w niezmienionej formie, bo jednak są bardzo autentycznym zapisem moich doświadczeń, przeżyć i wrażeń. Więcej postów o opisujących mój pobyt w Indiach

Interesujące? Podziel się!