Droga na północ Indii

Autor: w Podróże Martyny - Indie

Droga na północ Indii

30.04.2012
Rzuciłam pracę, spakowałam rzeczy, wysłałam 11-kilogramową paczkę do Polski, resztę zapakowałam do plecaka, który ledwo jestem w stanie unieść – nie mam pojęcia jakim cudem tego zrobiło się tak dużo – i pożegnałam się z miejscem, które ostatnie ponad cztery miesiące było moim domem. Bardzo dobrym domem. Jaipur może nie jest najlepszym miejscem na świecie do życia, ale rodzina, u której mieszkałam, i ludzie których poznałam, są fantastyczni. Na pewno nie zapomnę i na pewno będę tęsknić.

Wsiedliśmy w pociąg do Amritsaru – niecałe 1000 km, całe 20 godzin. Na szczęście lubię pociągi, i już mi nawet nie przeszkadza, że się czasami spóźniają. Shanti shanti :).

Sikhowie i Amritsar

W Amritsarze znajduje się Złota Świątynia, centralne miejsce kultu Sikhów – grupy religijnej powstałej w XVI wieku jako reakcja na kastowość oraz niesprawiedliwość hinduizmu. W ich szeregi weszli zarówno hinduiści, jak i muzułmanie. Obecnie Sikhowie mieszkają głównie w stanie Punjab, niedaleko granicy z Pakistanem, gdzie stanowią ponad 60% ludności.
Sikhów płci męskiej wizualnie wyróżnia turban, skrywający nigdy niestrzyżone włosy, zaplecione w warkocz i zebrane w kulę w górze głowy. Turbany występują we wszystkich możliwych kolorach, np. różowym pod kolor różowej koszuli, albo wściekle zielonym pod kolor zielonych trampek. Wyżsi rangą policjanci mają czerwono-granatowe turbany z frędzlami.

Złota Świątynia Sikhów

Złota Świątynia zapisała się w historii Indii dość tragicznie. W 1919 roku Anglicy dokonali tam masakry na ludności cywilnej, w której zginęło około 1500 osób, zebranych na placu mimo brytyjskiego zakazu zgromadzeń. Cel zgromadzenia był pokojowy – wszyscy byli zwolennikami Gandhiego i jego polityki bez przemocy. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i wiele dzieci – przyszły całe rodziny, aby w milczeniu wyrazić swój sprzeciw wobec brytyjskiej polityki.
Ironicznie, w 1984 premier już niepodległych Indii Indira Gandhi przeprowadziła atak na sikhijskich separatystów, którzy zamknęli się w świątyni. Akcja doprowadziła do śmierci prawie 500 cywilów, a samą premier kosztowała życie – wkrótce po tym zginęła z ręki swojego sikhijskiego ochroniarza. Akcja do tej pory budzi bardzo duże kontrowersje, zaś po śmierci premier nastąpiły masowe mordy na sikhach, które kosztowały życie kolejne. 5000 ludzi. Hindusi zresztą uwielbiają mordować się w imię religii wszelakich, ale o tym może następnym razem.

Obecnie Amritsar jest bardzo spokojny i bardzo religijny, a w pięknej świątyni pokrytej szczerym złotem, magicznie połyskującej po zmroku, gromadzą się wyznawcy wszystkich religii.

Jedną z zasad sikhizmu jest dbanie o biednych i głodnych, więc prawie w każdej świątyni znajduje się darmowa stołówka, gdzie każdy może dostać posiłek. Całkiem niezły swoją drogą. W Amritsarze jednocześnie je parę tysięcy osób w wielkiej sali – iście nie-Hinduska organizacja, bo wszystko działa świetnie :).

Indie - Amritsar - Złota Świątynia Sikhów

Amritsar – Złota Świątynia Sikhów

Dalej na północ – pod Himalaje

Z Amritsaru jechaliśmy w Himalaje, do Dharamsali. Pociąg miał być o godzinie 15, ale pół godziny wcześniej powiedziano nam, że żaden pociąg tego dnia nie odjedzie, bo zepsuły się tory i trzeba je naprawić. Poszłam oddać kupione wcześniej bilety, a pani w kasie powiedziała, że późniejszy pociąg jednak pojedzie. Po kolejnej wizycie w informacji i staniu w nie do końca zorganizowanej hinduskiej kolejce okazało się, że owszem, tory naprawiono szybciej i pociąg o 18 odjedzie. I odjechał, jedyne 30 minut później :).

Ponieważ jeden pociąg „wypadł”, to na peronie zebrał się tłum ludzi. Hindusi w tłumie tracą jakiekolwiek oznaki zdrowego rozsądku i zaczynają się koszmarnie pchać. Tym razem nie było inaczej, ludzie zaczęli pchać się do wejścia zanim ludzie w środku zdążyli wyjść, w związku z czym wejście do pociągu było zablokowane, dopóki policjant w paradnym turbanie nie zainterweniował, odpychając od drzwi tłum dobijających się ludzi. Dodam, że ja weszłam przez okno (normalnie jak powrót z Woodstocku), z pomocą bardzo sympatycznego nauczyciela, z którym miałam całkiem ciekawą konwersację podczas jazdy.
A po drodze krajobraz prawie jak i nas – brzozopodbne drzewa i pola pszenicy gotowej do zbiorów. Za parę tygodni widoki się zmienią – pszenicę zastąpi ryż, więc już nie będzie tak swojsko.

Pociąg miał nas dowieźć do miejsca, w którym mieliśmy się przesiąść w autobus do Dharamsali, ale ponieważ dojechaliśmy późno, na autobus trzeba było czekać do rana.

W końcu, w sobotę wczesnym popołudniem, z niespełna dobowym opóźnieniem dotarliśmy pod Himalaje.
Miałam dość duże watpliwości, czy po jaipurskich upałach lokalne 18 stopni i częste deszcze będą jawiły mi się jako niebo, czy może raczej jako piekło, ale jest całkiem dobrze. Powietrze, mimo wysokości ponad 2000 metrów, składa się z dużo większej ilości tlenu niż w centrum kraju, gdzie dawno temu wyparły go spaliny.

Indie - Dharamsala

Dharamsala

W Dharamsali jest zdecydowanie bardziej tybetańsko niż hindusko, czyli ciszej i czyściej, no i widoki oraz trasy trekkingowe są niesamowite. Następnych parę dni spędzimy tutaj, a potem jedziemy odkrywać dalsze partie Himalajów.

Indie - Dharamsala - góry

Dharamsala – góry

Niniejszy post jest kolejnym z ponad dwudziestu artykułów, pisanych od grudnia 2011 do lipca 2012, w okresie kiedy mieszkałam w Indiach. Wierzę, że najlepiej poznaje się dany kraj i jego kulturę przez życie i pracę wśród jego mieszkańców, dlatego zdecydowałam się na kilkumiesięczną pracę w małej indyjskiej firmie i mieszkanie u indyjskiej rodziny. Blog, który wtedy prowadziłam pokazuje małą część moich doświadczeń, spisywanych, często bardzo nieskładnie, na bieżąco w Jaipurze. Z perspektywy czasu i dłuższych indyjskich doświadczeń spora część tego, co pisałam wcześniej, mnie śmieszy, ale postanowiłam zostawić zapiski w niezmienionej formie, bo jednak są bardzo autentycznym zapisem moich doświadczeń, przeżyć i wrażeń. Więcej postów o opisujących mój pobyt w Indiach

Interesujące? Podziel się!