Darjeeling – Miasto w chmurach

Autor: w Podróże Martyny - Indie

Darjeeling – Miasto w chmurach

17.05.12
Darjeeling, położone na wysokości 2150 metrów n.p.m. jest znane z niesamowitych widoków na najwyższe pasmo Himalajów, oraz z pól herbacianych, rzekomo jednych z najlepszych na świecie dzięki unikalnemu mikroklimatowi górskich zboczy. Jadąc tam cieszyłam się więc na piękną pogodę, świetną herbatę, i przede wszystkim wspaniałe widoki na najwyższe góry świata. Najlepiej przy wspomnianej herbatce.
No cóż, nie zawsze można mieć wszystko, co się chce…
Widok na góry powinien wyglądać tak:

Indie, Darjeeling

Indie, Darjeeling – widok na Mt Everest

Tymczasem, przez około 330 dni w roku wygląda tak:

Darjeeling we mgle

Darjeeling we mgle


Chmury pokrywają absolutnie wszystko dookoła i przenikają całe miasto, co sprawia, że jest to najwilgotniejsze miejsce, w jakim kiedykolwiek byłam. Widoczność często spada do jakichś 100 metrów. Mój turystyczny ręcznik, który normalnie schnie około 15 minut, od trzech dni jest permanentnie mokry. W dodatku widziałam największego pająka w życiu.
Pokoje w hotelach, nie dość, że absurdalnie drogie, to jeszcze ociekają wilgocią. Miasto jest do tego stopnia oblężone przez turystów, głównie Hindusów, że jest to pierwsze miejsce, w którym nie mogłam znaleźć noclegu. Wydało mi się ono podejrzane już w momencie, w którym wysiadłam z jeepa, ale nie obskoczył mnie tłumek Hindusów oferujących „cip rum”. Po obejściu jakichś 10 hoteli, w których nie było wolnych pokoi, udało mi się znaleźć miejsce w dormitorium, o którego stanie nawet nie chcę pisać. Dopiero następnego dnia udało mi się dostać pokój, o którego stanie również nie chcę pisać ;). W każdym razie nie ma prysznica, bo w Darjeeling jest niedobór wody, i w większości tańszych hoteli do dyspozycji gości są wiadra z gorącą wodą. Spora część domów w ogóle nie ma bieżącej wody. Na szczęście odkryłam, że tuż obok mojego pokoju jest prysznic z gorącą wodą, którego używa chyba rodzina prowadząca hotel. No i obecnie ja :).

Darjeeling jest bardzo popularne wśród Hindusów głównie z tego powodu, że jest tu chłodno. W centrum kraju jest obecnie jakieś 37-44 stopnie, i w dużych miastach po prostu nie da się oddychać, więc ludzie masowo wyjeżdżają do górskich kurortów. (A pewna bardzo inteligentna turystka z Polski w przyszłym tygodniu wybiera się do Kalkuty, gdzie w dodatku zaczyna się monsun. Będzie wesoło, haha). Im dłużej podróżuję, tym bardziej doceniam polski klimat umiarkowany.

Pierwszego dnia Darjeeling rozczarowało mnie strasznie, ale drugiego dnia doszłam do wniosku, że mimo iż jest inaczej, niż się spodziewałam, to i tak jest tu pięknie. Chmury i mgła też mają swój urok, bo lasy, w których rosną bambusy, palmy, kilkunastometrowe juki, wielkie kryptomerie i różne inne dziwne twory roślinne, wyglądają fantastycznie. W okolicy jest sporo przepięknych świątyń buddyjskich – Darjeeling leży w części Indii wciśniętej pomiędzy Nepal i Bhutan, więc buddyzm tutaj kwitnie, a małe domki położone na stokach gór są pełne kwiatów. Lokalni ludzie – mieszanka Hindusów, Nepalczyków i Tybetańczyków, są przemili.

No i są pola herbaciane, po których chodzą kobiety z wiklinowymi koszami i zbierają liście, i jest sporo fabryk, gdzie można obejrzeć proces powstawania herbaty od listka do paczki :). Nawet można kupić legalną wołowinę, wystawioną na widok publiczny podobnie jak na zdjęciu ze sklepem z wieprzowiną ;).
Masa kolorowych straganów w centrum miasta jest przepełniona nieprawdopodobnym kiczem – coś jak u nas na odpuście na wsi 10 lat temu – Hindusi lubują się w kiczu, więc ulice, przy których są stragany są koszmarnie zapchane. Jest też sporo bardzo malowniczo wyglądających straganów z lokalnym jedzeniem – mieszanką kuchni chińskiej, indyjskiej, tybetańskiej i europejskiej.
No i oczywiście wszechobecne herbaciarnie ze słynną herbatą Darjeeling :).

Jest nawet japońska „pagoda pokoju”, dzieło pewnego japońskiego mnicha, który w ramach szerzenia pokoju i promowania społeczeństwa bez broni nuklearnej jeździł sobie po świecie i budował dziesiątki takich białych wielkich konstrukcji. Cóż, co kto lubi…

Tylko te góry, które ponoć są, ale ich nie ma…

Niniejszy post jest kolejnym z ponad dwudziestu artykułów, pisanych od grudnia 2011 do lipca 2012, w okresie kiedy mieszkałam w Indiach. Wierzę, że najlepiej poznaje się dany kraj i jego kulturę przez życie i pracę wśród jego mieszkańców, dlatego zdecydowałam się na kilkumiesięczną pracę w małej indyjskiej firmie i mieszkanie u indyjskiej rodziny. Blog, który wtedy prowadziłam pokazuje małą część moich doświadczeń, spisywanych, często bardzo nieskładnie, na bieżąco w Jaipurze. Z perspektywy czasu i dłuższych indyjskich doświadczeń spora część tego, co pisałam wcześniej, mnie śmieszy, ale postanowiłam zostawić zapiski w niezmienionej formie, bo jednak są bardzo autentycznym zapisem moich doświadczeń, przeżyć i wrażeń. Więcej postów o opisujących mój pobyt w Indiach

Interesujące? Podziel się!

  • pełna beztroska

    jak ktoś jedzie w maju do Darjeling to nie powinien się dziwić że ma mgły. Nie czytasz informacji o klimacie zanim wyjedziesz? Pojedź tam w październiku i listopadzie